niedziela, 13 marca 2011

Witajcie!
Dzisiaj mam dla was recenzję, którą lekko poprawił dla mnie... ktoś. Napisałam "lekko" ponieważ mamy różne style pisania i choć ja napisałam swoją recenzję tak: link do mojej recenzji na LC.pl ta osoba z całą pewnością przewróciłby moją recenzję do góry nogami i nie wiem co jeszcze mógłby z nią uczynić (xD).
Tak więc zapraszam do przeczytania:
Muszę zacząć od okładki - patrzyłam na nią i widziałam coś niesamowitego. Różnokolorowy motylek uwięziony przez drut kolczasty... Może na zdjęciu tego nie widać, ale tak naprawdę okładka ma w sobie dodatkowe elementy morskiej zieleni, podchodzącej pod turkus, która pod wpływem delikatnego ruchu - lśni.



„Za późno na co? - chciała zapytać. - Jakie znaczenie ma czas, skoro każda chwila i tak jest przez nas kradziona?”
       To cytat będący refleksją głównej bohaterki. „Deklaracja” to opowieść o pewnej koncepcji przyszłości. Według pani Gemmy Malley miała ona wyglądać niezwykle szaro i... zaskakująco. Jest wiele metod na „przewidzenie” przyszłości, jednak osobiście przed taką, jaka została przedstawiona w „Deklaracji”, nigdy wcześniej się nie spotkałam.

                „Nadmiar to coś zbędnego. Niepotrzebnego.” - tak owy koncept przedstawia ludzi młodych, nazwanych Nadmiarami. Książka ta zawiera głębszą refleksję nad życiem i jego potrzebami. Ukazuje siłę Matki Natury, która zaburzona staje się okrutna i zła. Jednym słowem - świat staje się nienaturalny. „Deklaracja” to delikatny szept w naszym kierunku: czy warto żyć podwójnie długo tylko po to, żeby móc odebrać życie innej osobie, która nie dostała nawet jednego dnia?

                Możliwe, że książkę odbierałam dość sentymentalnie z powodu imienia głównej bohaterki (Anna)  - czułam się do niej w dużym stopniu podoba - nieświadoma, ślepo podążająca po dostosowanej drodze życia... Wszystko jest możliwe. Jednak owy sentyment nie zakłócił mojej oceny - pod względem pomysłowości i przeznaczenia tej książki dla młodszych czytelników, „Deklaracja” spełnia te warunki wzorowo, choć nie ustrzegła się błędów, które niestety istnieją.
                Jednym z poważniejszych błędów było właśnie przeznaczenie tego typu lektury do dziecięcej. Taki pomysł mógł spokojnie zostać zaprezentowany w troszkę dojrzalszej formie i w ten sposób książkę przypisano by do młodzieżowej, a wówczas stałaby się zarówno bardziej znana jak i częściej wybierana przez dorosłych czytelników. Błędem pisarki było również ukazanie początkowej „wersji” Anny, spokojnie mogłaby wyrażać się troszkę dojrzalej i choć czasem rozmyślać o innych sposobach życia niż tylko ślepo podany temat, że np. rodzice jej nie kochali itd. Wiem, że zapewne zachwiałoby to trochę jej wewnętrzną metamorfozę, ale jednak... Nie powinnam chyba zdradzać więcej szczegółów…

                Na koniec spróbuję wymyślić w jakiej okoliczności ta książka powinna być przeczytana: może to być prezent z najróżniejszej okazji, albo zwykła książka kupiona z powodu nudy. Osoba, która po nią sięga powinna być przygotowana na końcowe refleksje, więc nie do końca jest to czytadło do poduszki. Jeśli chodzi o płeć, to ja nie zauważyłam żadnej tendencji - zarówno dla dziewczyn jak i chłopców. Pomimo przeznaczenia książki dla dzieci/młodzieży, tym pierwszym jednak nie radzę - choć początek i słownictwo mieszczą się w standardzie, niestety przesłanie i kilka okrutnych scen nie pasują. Dorośli? Jeśli im nie przeszkadza język i troszkę zbyt wyraźny podział na dobro i zło - proszę bardzo;) Jednym słowem: POLECAM!


No i na koniec troszkę cytatów:

 "Pokusa to egzamin - mawiała przerażona. A dziewczyna już dwa razy go oblała (...)"

">>Za późno na co? - chciała zapytać. - Jakie znaczenie ma czas, skoro każda chwila i tak jest przez nas kradziona?<<."

"(...) Najpierw ostrożnie podążała za chłopcem, ale z każdym krokiem czuła, że ogarnia ją ogromny lęk. Lęk wysokości, lęk przed nieznanym, lęk, że kiedy już wreszcie dotrze na szczyt i zobaczy niewiarygodne widoki, poczuje, że stoi na krawędzi urwiska, straci równowagę i spadnie. 
Ale czy spadanie było takie złe? Czy lepiej ujrzeć szczyt, choćby przez chwilę, niż nigdy nawet nie spróbować? A - jak ujęłaby to pani Pincent - im wyżej zdołasz się wspiąć, z tym większej wysokości będziesz spadać..."

" Anna podsłuchała kiedyś, jak pani P. powiedziała jednej z instruktorek: >>Można ich zabić dobrocią<<" CD. str 271

"Nadmiar to coś zbędnego. Niepotrzebnego. Nie można być nadmiarem, jeśli ktoś cię potrzebuje. Nie można być nadmiarem, jeśli ktoś cię kocha."

"-Anno, masz przeżywać życie, a nie je opisywać. Chodź, chcę się przejść i was też zabiorę na spacer." - i teraz dostosujmy się do tego ostatniego już cytatu - idźmy na spacer!:)

niedziela, 16 stycznia 2011

Pierwszy stosik

Jak w tytule - mam dla was mój pierwszy sfotografowany stosik. Wszystkie książki mam nadzieję przeczytać w ciągu 3 miesięcy, a są to:
Od góry:
Barbara Ciwoniuk Wszystko inne poczeka
Gemma Malley Deklaracja
Guillaume Musso Wrócę po ciebie
Jodi Picoult W naszym domu
Cykl pani Mead Akademia wampirów: tom 1, tom 2 W szponach mrozu i tom 3 Pocałunek cienia
Vergas Llosa Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki 

Obecnie czytam jak widać z boku W naszym domu i jest to moja pierwsza książka tej autorki, więc przeczytamy - zobaczymy... :)

Dopóki mamy twarze

Hej wszystkim!
Dzisiaj nie mam za bardzo czasu na pisanie oddzielnej recenzji, więc wklejam moją recenzję, którą zamieściłam w lubimycztac.pl
Chciałabym tyle o niej napisać i powiedzieć, a równocześnie nie potrafię ułożyć żadnej sensownej myśli...
"Dopóki mamy twarze" to jak głosi okładka: "ostatnie słowo jednego z ojców gatunku fantasy jest niewątpliwie wielką literaturą". Może to mnie trochę pogrąży w waszej ocenie, ale to "ostatnie słowo" było dla mnie pierwszym zetknięciem się b e z p o ś r e d n i o z Jego twórczością. "Opowieści z Narni" znam jedynie z filmów i kiedyś, kiedy byłam mała mama czytała mi je na dobranoc...

Może zacznę od krótkiego wyjaśnienia, dlaczego w tytule pojawił się "Mit opowiedziany na nowo". Jak zawarte jest w posłowiu książki, żeby napisać ten utwór Lewis zaczerpnął jak to napisał - u źródła. Mit, który przekształcił, stał się nie mniej tragiczny od tego pierwotnego, choć bohaterami kierowały różne intencje...

Gdzieś w dalekiej przeszłości, zapomniane i ukryte przed światłem sławy, rozpościerała się dość mała kraina zwana Glome. Jej władca dość nieudolny i znienawidzony przez wszystkich posiadał 3 córki... Najstarszą z nich była Orual, o tak brzydkiej twarzy, że nawet najbliżsi nie potrafili patrzeć na nią tak, aby dostrzegać same jej zalety. Jej młodsza siostra Rediwal była jej odbiciem - choć z zewnątrz piękna w środku szkaradna. I wreszcie najmłodsza - przyrodnia siostra Psyche, z innego małżeństwa króla, również sierota, obdarowana została charakterem i urodą ponadprzeciętną, tak, że wszyscy uważali ją za boginię... Dopóki w królestwie nie nastał okres kataklizmów, a wiara nie upomniała się o ofiarę...

"Dopóki mamy twarze" to dość oryginalna refleksja, która swojego czytelnika przyciąga wprost nieprzerwanie szybką, niezwykle wciągającą akcją. Kiedy sięgamy po książkę co chwilę możemy śledzić wydarzenia przygodowe przeplatane złotymi myślami, fragmentami poświęconymi filozofii nad życiem i dylematami codzienności, przede wszystkim jednak celem jest zademonstrowanie w tych fragmentach różnic pomiędzy wiarą pogańską a tzw. grecką (czyli bardziej cywilizowaną, w tym wypadku).
W środku książki byłam nieźle wkurzona. Każde słowo głównej bohaterki - narratorki powodowało u mnie białą gorączkę i choć wiedziałam, że jeżeli akacja miałabym potoczyć się inaczej nie byłoby sensu opisywać jej w książce, to i tak byłam bardzo zła. Jednak, kiedy przebrnęłam przez (niech to tak nazwę) "młodzieńczy okres" szło już całkiem gładko...

Myślę, że watro sięgnąć po tą lekturę, wprowadza w inny świat, starożytny, w którym liczyło się coś więcej niż obecnie, a bogowie nadawali sens każdemu czynowi, choć wzbudzali dwuznaczne wyobrażenia. Polecam szczególnie tym, którzy chcieli by troszkę pomyśleć, nie tylko o tym, co się za chwilkę wydarzy, ale również zastanowili się nad sensem egzystencji bogów i ludzi.Miłej lektury! :)

wtorek, 4 stycznia 2011

Tektonika uczuć

Witajcie!

Styczeń to okres wystawiania ocen, czyli ciągłej nauki. Dzisiaj wyjątkowo znalazłam czas, żeby tutaj zajrzeć:) Wyjątkowo mam dzisiaj dla was coś z pozycji Erica- Emanuela Schmitta, czyli literatura francuska - współczesna. Dramat konkretnie:)

Nie wiem jak wam, ale mi ta okładka baaaardzo się podoba:) 
Nie należę do osób, które zaczytują się w dramatach. Znam jedynie te podstawowe typu "Skąpiec" i tym większe było moje zdziwienie tą książką. Przyzwyczajona jestem raczej nie do współczesnego języka w tego typu lekturach, więc umieszczenie "Tektoniki uczuć" we współczesności było z lekka dziwne, nowe i zdecydowanie bardzo fascynujące...

Akacja zaczyna się kiedy to główni bohaterowie Richard i Diane przeżywają wzajemną do siebie miłość... Wszystko zaczyna się psuć, bo Diane podejrzewa, że Richard już ją nie kocha...
- Prosty schemat, pomyślicie, a jednak;) Ja również byłam takiego zdania... Jednak (właśnie to "jednak") historia tych dwojga rozwija się i zdecydowanie przybiera kolorku... 

"Tektonika uczuć" to poetycka i zdecydowanie rzadko spotykana opowieść o tragicznej miłości, którą powinien znać każdy niezależnie od wieku. Dzięki temu ludzie mogliby popełniać mniej błędów, stać się lepszymi i może choć raz w swoim życiu pomyśleli by nie tylko o nienawiści lecz również o miłości.
W moim wypadku rzadkością jest to, że mam swoich "ulubieńców" w książce. W tej jednak zdecydowanie przystaję po stronie Diane, która w moim odczuciu jest świetnie wykreowaną postacią przez E.E.S.. Może moje zdanie wydawać się dziwne, a wręcz śmiesznie, kiedy przeczytacie tą książkę, ale niestety tragedia tej dziewczyny zmusiła mnie do tego, że pokochałam ją i historię o niej.

Kończąc chciałabym wspomnieć o tym, że polecam "Tektonikę uczuć" wszystkim, którzy potrafią zrozumieć...  

Cytaty:

"(...)nie mam ochoty krygować się przed mężczyznami, trzepotać rzęsami, przynosić im kapci, wysłuchiwać ich kłamstw, znosić ich kaprysów. Dzięki swojemu zawodowi mogłabym zająć się ważniejszymi sprawami i myślę, że poprzez decyzje, które sama podjęłam lub sprawiłam, by je podjęto, uszczęśliwiłam setki i mężczyzn, i kobiet!"

 "PANI POMMERAY Kobiety mogą rozumieć tylko to, co jest kobiece w mężczyźnie; mężczyźni tylko to, co jest męskie w kobiecie. Innymi słowy, żadna płeć nigdy nie zrozumie drugiej. Tłumacząc sobie jego zachowanie, możesz być pewna, że się mylisz."

O marszu weselnym:
"DIANE To taka ironiczna melodyjka poprzedzająca każdą katastrofę." 

„Kiedy kobietę trzyma przy życiu czyjaś miłość, i nagle ta miłość zostaje jej odebrana, żeby nie umrzeć, musi zamienić to uczucie na inne, równie silne: nienawiść.”

„Kochać to woleć od innych, przedkładać ponad innych. To uczucie nie ma nic wspólnego z wiedzą, to coś w rodzaju zaślepienia.”

„Nienawiść jest dobra: gorąca, solidna, pewna. Nienawiść to nie to co miłość, nie można w nią wątpić. Nigdy. Nie znam nic pewniejszego niż nienawiść. To jedyne uczucie, na którym człowiek się nie zawiedzie.”

„Tektonika uczuć. Przypomnij sobie, rozmawialiśmy o tym któregoś wieczora. Uczucia przemieszczają się jak płyty, które tworzą Ziemię. Kiedy się poruszają, kontynenty zderzają się ze sobą, powstają gwałtowne przypływy, wybuchy wulkanów, tsunami, trzęsienia ziemi... Coś takiego ostatnio przeżyliśmy.”

wtorek, 28 grudnia 2010

Jesienna miłość

Hey;)

Święta święta i po świętach - jak to zapewne większość osób pisze... A ja dzisiaj mam dla Was recenzje historii, która opowiada o miłości... Ale nie tylko:) Jest to opowieść o szczęściu płynącym z bycia dobrym człowiekiem. A mianowicie chodzi mi już o 2 na moim koncie przeczytanych książkę Nicholasa Sparksa.


"Jesienna miłość" to jeden z pierwszych tytułów Nicholasa Sparksa. Wydany po raz pierwszy w roku 1999 dość króciutki utwór (200 stron dość dużą czcionką, przypuszczam 14 lub 16) opowiada jak sam tytuł wskazuje o miłości pomiędzy nastolatkami. Żeby to uściślić są to 17-letni Landon Carter i jego rówieśniczka Jamie Sullivan. Jest rok 1958. Jamie to dość nielubiana wśród rówieśników półsierota, córka pastora (również niezbyt lubianego z powodu dziwnych kazań) i przede wszystkim posiadająca duszę anioła dziewczyna, która jest ostatnią deską ratunku dla bogato urodzonego Landona, który ma dość nieprzyjemne alternatywy do wyboru...
Jest to historia o z czasem rodzącej się więzi pomiędzy dwojgiem ludzi o 2 różnych charakterach.Opowieść o niezwykłej dziewczynie chodzącej pośród ludzi, która ma okazję naprawić świat, a przynajmniej pokazać drogę innym.
W prologu ujęty został cały schemat:

"Najpierw będziecie się uśmiechać, potem zapłaczecie...nie skarżcie się później, że was nie ostrzegałem." - mówi główny bohater, równocześnie narrator, wspominając swoją przeszłość.


Osobiście "Jesienną miłość" odebrałam jako niesamowitą opowieść o miłości i o wierze, która potrafi rozwinąć umysł nastolatka, sprawić, że potrafi dorosnąć. Nie wiem dlaczego, ale pan Sparks potrafi w formie swych powieści dotrzeć i poruszyć moje uczucia. Uważam jednak, że ta powieść mimo wszystko nie ukazała nowej historii... Motywy niestety się powtarzają, a ja czytałam już bardzo podobną opowieść o nieszczęśliwej miłości ("Marina" C.R. Zafón), więc...Jest to bardzo dobra historia jednak brakuje jej tego czegoś do bycia rewelacyjną...:)

Książkę pomimo jej wady polecam każdemu - niezależnie od wieku i upodobań, bo ponadczasowe historie trafiają do każdego serca;) To samo również mogę o dziwo powiedzieć o filmie!


Tak, miałam okazję obejrzeć film. Jest wyjątkowy, choć troszkę różni się od książki i tak uważam, że był dość dobrze wykonany... Mogłabym się kłócić o drobne szczegóły typu: inna sukienka, źle przedstawiony bohater czy inny tytuł przedstawienia, ale nie mam na to ochoty, bo film wyjątkowo mi się spodobał. Tak więc polecam:)


No i cytaty:
„Pan ma jakiś plan dla nas wszystkich, ale czasem nie rozumiem, co chce nam przekazać.”

 „Nasza miłość jak wiatr - nie możesz jej ujrzeć, lecz możesz ją poczuć."

„Człowiek wie, że to miłość, kiedy chce przebywać z druga osobą i czuje, że ta druga osoba chce tego samego.”

„- I co podpowiada ci twoje serce?
- Nie wiem. 
- Może zbyt gorliwie starasz się je słyszeć.”